Jako prawdziwi pogromcy mitów, obalamy mit o trwającej od wieków nieprzyjaźni warszawsko-krakowskiej. W pierwszy październikowy weekend obalaliśmy ten mit z naszymi przyjaciółmi z Krakowa. Poświęcimy im jeszcze wpis dotyczący ŚDM 2016, ale idąc za przykładem Marty’ego McFly wpisy na naszym blogu zaburzają chronologię, więc rzeczony wpis będzie… kiedyś 🙂

Póki co, właśnie przez zazdrość wobec podróży Marty’ego (ostatnio odświeżałem filmową klasykę z naszymi dziećmi) porządkuję zdjęcia z ostatniego (i docelowo – coraz wcześniejszego) czasu, uzupełniając luki naszego pamiętnika. Lubię to i bardzo mi to pomaga, bo o ile łatwo dać się przygnieść bieżączce, obowiązkom, dedlajnom, planom itd. to wspominanie dobrych chwil pomaga wychylić wahadło samopoczucia w drugą stronę 🙂 Właśnie dzięki temu widzę ile dobrego się dzieje w moim życiu i jak dobry Plan na nie ma Ten, któremu to życie zawdzięczam. Z perspektywy widać lepiej, po prostu.

No i w tej podróży w czasie wróciłem do początku października (a czuję, jakby to było miesiące temu) do wizyty naszych przyjaciół. Był to czas bardzo miły, “zmusiliśmy” się do spędzenia wielu godzin poza domem i dzięki temu mieliśmy okazję odpocząć, skorzystać z outsouringu usług gastronomicznych, nacieszyć piękną, słoneczną jesienią. Nasze pociechy, zintegrowane po ŚDM zajmowały się sobą, a dorośli mieli czas by nacieszyć się rozmową, spokojnie rozsmakować w potrawach (tak! u wielodzietnych to nieczęste zjawisko), podzielić filiżankę kawy na kilka łyków bez ryzyka, że “w międzyczasie” ostygnie, gdy trzeba będzie gasić rodzicielski pożar 🙂

Celem tego bloga nie jest pełen ekshibicjonizm, więc wiele szczegółów zostanie w naszych sercach, ale o jednej szalonej akcji napisać muszę. No, tatuś musi 😉 Wstępem do tego niech będzie informacja, że nasi goście uruchomili w tym roku lodowy start-up http://www.goodlood.com/ i bez wątpienia są to najlepsze lody jakie jedliśmy, kiedykolwiek. Poznanie ich produktów odcisnęło niestety ogromne piętno na naszym życiu – trudno po tych doznaniach zadowolić się lodami z pierwszej lepszej lodziarni 🙂 No, ale do rzeczy. Szaleństwo lodowe zaczęło się podczas naszej wizyty w Krakowie, natomiast zwieńczeniem był pomysł przewiezienia lodów z Krakowa do… Otwocka! Od pomysłu do przemysłu – wszystko poszło jak z płatka. Niczym przemytnicy na granicy wszystko zgraliśmy co do minuty. Lody zostały zapakowane do loodboxów w lodziarni, zaliczyły rajd przez Kraków, by z pomocą Pendolino (!) dotrzeć do W-wy Wschodniej (w elektrycznej chłodziarce w wagonie Warsa – dobrze, że nie wiedzieli o co cho, bo pozbawiliby nas kontrabandy), a stamtąd transportem drogowym do Otwocka. Dzięki temu przez kolejne wieczory delektowaliśmy się najszybszymi lodami na świecie 🙂 No i najlepszymi, rzecz jasna 🙂

Ich smak tak mnie rozanielił, że nie wpadłem na pomysł, by strzelić im fotkę na dowód (pics or didn’t happen).

Dodam tylko, że w trakcie owego weekendu robiliśmy badanie rynku lodowego w W-wie i Otwocku.

2016_10_02_100941

Mamy kilku godnych konkurentów w okolicy, ale GoodLood pozostaje niekwestionowanym królem naszych serc i podniebień. Być w Krakowie i nie wdepnąć na GoodLood’a to jak być w Watykanie i nie widzieć Papieża 🙂

Tym pozytywnym akcentem kończę i zapraszam do październikowej galerii.