Wczorajszej nocy wybraliśmy się, zwyczajowo, na pasterkę. Z roku na rok różny bywa tylko skład. Tym razem była to Sara, Szymon (z naprawdę nieprzeciętnym zapałem) i ja. Dawid uciekł do łóżka wczesnym, jak na niego, wieczorem. Marysia – narzekała, jak to ma ostatnio w zwyczaju (ząbkuje), a Madzia pozostała na straży domu.

Do Kościoła weszliśmy wraz z procesją, więc o miejscach siedzących mogliśmy zapomnieć. Stanęliśmy sobie zatem gdzieś w okolicy ławek. Po dwóch minutach Szymon cierpiał na ból nóżek, czemu zaradziliśmy lądowaniem w ojcowskich ramionach. Po kolejnych trzech minutach Szymon nie cierpiał już na nic – wszelkie troski i znużenie ukoił sen 🙂 Potem podczas Mszy miałem kilka ofert od dziarskich starszych Pań, by zająć pozycję siedzącą, bo na pewno mi ciężko. No, ciężko było, ale bez przesady – nie musi być lekko 🙂 Niemniej po długich naleganiach spocząłem w ławie z Szymonem na jednym kolanie i Sarą na drugim. Skusiłem się na tę propozycję, bo niezręcznie mi było dalej targować się podczas Liturgii Słowa.

Na Eucharystię zwolniliśmy miejsce naszej dobrodziejce, bo i wygodniej jest wykonywać wszelkie gesty liturgiczne, gdy ma się dobrą pozycję startową – stojącą. Klęczenie w ławie z plecakiem na brzuchu jest po prostu nierealne 🙂 I z tego powodu jeszcze jedno targowanie miało miejsce, ale tym razem stanęło na naszym. Swoją drogą – to bardzo miłe gesty 🙂

Szymona w tym samym stanie dotransportowaliśmy do domu i do łóżka jego osobistego.

Ten przydługi wstęp jest tylko przygrywką do relacji z dzisiejszego dialogu, który miał miejsce, gdy Szymek przebudzony rano przydreptał do naszej sypialni i z rozbrajającym uśmiechem wtulił się w naszą poduchę, mówiąc:

Sz: ale wczoraj króciutka była ta pasterka…

Ja: (najpierw długi brecht, po czym…” Wiesz Szymciu, że zasnąłeś?

Sz: ?!?!

Ja: No tak, zasnąłeś i chyba miałeś okazję zapamiętać niewiele.

Sz: Pamięeeeeeeetam!

Madzia: Co pamiętasz? Była figura Pana Jezusa?

Sz: Tak była. Figura geometryczna..

😉