Przegrywać też trzeba umieć…

Dzisiejszy dzień był dla Dawida i dla mnie lekcją pokory i umiejętności przegrywania. Wybraliśmy się na turniej judo, pierwszy w tym roku szkolnym.

Na początek spotkała nas niespodzianka z koniecznością rozdzielenia się – zawodnicy na halę, a rodzice na trybuny. Wciąż zastanawiam się na ile miało to wpływ na dalszy przebieg wydarzeń. Niektórych zawodników do boju zagrzewał ostry doping i rady trenerów, inni walczyli samotnie. Dawid był w tej drugiej grupie.

Efekt dzisiejszych zmagań nie był jednak dla niego z pewnością satysfakcjonujący. Przyzwyczajony do przywożenia z turniejów brązu lub srebra, dziś musiał pogodzić się z tym, że na trzy walki trzy zakończyły się przegraną przez IPPON. Jest bystrym chłopakiem, który nie kupi okrągłych zdanek, że nic się nie stało. Myślę, że ta klęska dotykała go równie mocno jak mnie. Zastanawiałem się co poszło nie tak, czy zabrakło techniki czy determinacji itp. itd.

Nad tymi rozważaniami trzeba było jednak przejść ponad, by docenić wysiłek, start, odwagę i wreszcie skierować myśli na przyszłe, niejedne – zapewne – zawody. Myślę, że dziś nie mieliśmy nawet punktu zaczepienia do rozmowy o tym, co warto poprawić i nad czym się skoncentrować. To nie był dzień Dawida. Pozostało “tylko” przytulenie syna, niejedno dziś, silne, szczere i przypomnienie w prostych słowach o miłości i obecności. Warto w takich chwilach być dumnym z syna i powiedzieć mu o tym, nawet bez uzasadnienia i dziesięciu podpisów pod petycją “za”. To wystarczy. Ja tak zrobiłem i wiem, że Dawid tego potrzebował i tylko tego.

PS. W grudniowej galerii można znaleźć kilka fotografii z dzisiejszego turnieju. A tu, na osłodę załączam najbardziej wdzięcznego, choć chyba najmniej zainteresowanego kibica – Marię Filomenę, Córeczkę Tatusia 🙂 Tak sobie myślę, że Córeczka Tatusia, to taka persona, że traci znaczenie, którą z Córeczek Tatusia jest – z pewnością jest wyjątkowa 🙂

2015_12_19_097646

Dodaj komentarz