Bóg jest większy niż nasze plany czyli bal Wszystkich Świętch

Bóg jest! A do tego Wielki 🙂

Dlaczego tak sądzę? A no dlatego, że rękami całkiem leniwych i kochających komfort istot potrafi czynić rzeczy dobre i – nie bójmy się tego powiedzieć – wielkie! Mam na to dowód i nie omieszkam go tu przytoczyć. Chciałbym, by był on również zachętą dla wszystkich, którzy wahają się przed zrobieniem czegoś dobrego w obawie, że może to będzie słabe, albo mniej dobre niż by się chciało, albo niemedialne, albo stanie się powodem jakiegoś obciachu, albo… lista wymówek może być długa.

Mądrością jest powiedzenie:

chcący szuka sposobu, niechcący – wymówki

Zaledwie tydzień temu, podczas skajpowej pogadanki w godzinach pracy, małżonka ma podzieliła się ze mną pomysłem, a w zasadzie ledwie pragnieniem zorganizowania w parafii balu Wszystkich Świętych, który byłby alternatywą dla toksycznych zabaw w Halloween, które niestety zarażają coraz młodsze dzieci, a dowodem na to jest choćby impreza w pobliskiej sali zabaw. W krótkiej rozmowie zachęciłem Magdę do działania i – przede wszystkim – udania się do parafii jeszcze tego samego dnia, by zyskać poparcie i wsparcie księży.

Magda sama mogłaby powiedzieć najwięcej o oporach, które musiała pokonać, bowiem nie zżyliśmy się jeszcze za bardzo z parafią, a to z tego względu, że większość naszej aktywności liturgicznej odbywa się w Warszawie, w Kościele Św. Anny. Mamy z tego powodu pewien niedosyt, ale i niedoczas, który utrudnia zaspokajanie niedosytu. No więc nie znamy dobrze księży i w ogóle reguł panujących w parafii. Natomiast po pokonaniu obaw Magda udała się na miejsce i uzgodniła, że impreza się odbędzie i otrzymamy wsparcie, miejsce, nagłośnienie i asystę sióstr szensztackich – Marty i Ines. Wieczorem – już telefonicznie – uzgodniliśmy kilka kwestii z księdzem Krzysztofem. Stanęło na tym, że dla młodszych dzieci organizujemy bal, a dla starszych – projekcję filmu w temacie i klimacie uroczystości Wszystkich Świętych. Następnego dnia umówiliśmy się na wizję lokalną by potwierdzić miejsce organizacji obu atrakcji. Czekał nas tydzień intensywnego planowania i przygotowania. Aha! W ogłoszeniach parafialnych poprosiliśmy, by dzieci przynosiły ze sobą jakieś drobne przekąski, natomiast dla starszych na film zapowiedzieliśmy gratisową Colę i popcorn 😉

Niestety, albo i stety w tygodniu nie mieliśmy zbyt wiele czasu na przygotowania, pisanie scenariusza, organizowanie wsparcia logistycznego i produktowego. Na zdawkowy apel zgłosiła się z pomocą nasza znajoma prowadząca księgarnię Zaczytanie proponując wsparcie książkowe (na nagrody) oraz gastronomiczne. Zbudowało nas to – nie byliśmy już sami 🙂 W gruncie rzeczy mieliśmy spore trudności by w tygodniu wykroić czas na solidne przygotowanie i, na zasadzie gaszenia pożaru, dziergaliśmy to na ostatnią chwilę.

Sobota też zdawała się mieć napięty harmonogram i chcąc, nie chcąc, musieliśmy zawierzyć Opatrzności, że nasze niedostatki organizacyjne jakoś ogarnie 🙂

Zaczęło się dobrze, w miar fajną pogodą i tym, że prawie zgodnie z planem udaliśmy się na miejsce organizacji zabawy. Wraz ze wsparciem Moniki, księdza Krzysztofa, a następnie sióstr – prace szły ostro do przodu. Nasze dzieci także mocno zaangażowały się w przygotowywanie stołów z przekąskami, dmuchanie balonów i spacery z Marysią, by rodzice mogli skupić się na sprawach cięższych. Zapomniałem wspomnieć, że w przeddzień imprezy Sara – mimo bardzo późnej pory – pierwszy raz całkowicie samodzielnie piekła ciasto – szarlotkę. Nie jest to najłatwiejsze ciasto i tym większy podziw i duma zagościły w sercach rodzicieli, że wyszło jej przepyszne.

20151031_096468

Ostatecznie organizację sali, nagłośnienia i innych elementów dopinaliśmy, gdy schodzili się już pierwsi goście. Szybko salę wypełniły przede wszystkim anioły, ale także i bardziej i mniej znani święci. Impreza powoli zaczęła się rozkręcać, a dzieci z różną odwagą i uwagą przyłączały się do zabawy. Stół z przekąskami zaczął się zapełniać, aż wreszcie przynoszone smakołyki po prostu już nie miały szans się zmieścić i musieliśmy odkładać je do skrzynek “na później”. Nic się jednak nie zmarnowało, bo na zakończenie każdy młody uczestnik balu mógł zabrać ze sobą pakunek jakichś smakołyków do domu. Ja byłem w komfortowej roli podczas balu, ponieważ do mnie należało przede wszystkim fotografowanie balowiczów oraz obsługa DJska 😉 Tak, tak – dorobiłem się przydomku “pana DJ’a” 🙂 Zatem wspierałem moją żonę jak mogłem, ale ciężar organizacji konkursów, tańców, śpiewów i wywiadów ze świętymi – wzięła ona w pełni na siebie. No, ja bym w tym tempie i z taką zabaw padł po pół godzinie 🙂 Było gwarno, radośnie, czasem i chaotycznie, zwłaszcza, gdy próbowaliśmy sobie na migi z dużej odległości przekazać jakieś wiadomości, ale uśmiech z twarzy dzieci nie schodził. Oczywiście przysmaki na stole obok też cieszyły się ogromnym powodzeniem u małych i dużych 🙂

20151031_096529

Tak, w pewnym momencie zrozumiałem rzecz najistotniejszą. Pan Bóg chciał byśmy tę dobrą propozycję dla dzieci przygotowali, ale od pewnego momentu on wziął na siebie sprawy, których nie przewidzieliśmy. Jak choćby tę, że nie zapewniliśmy stałej opieki podczas balu dla Marysi. Tę opiekę sprawowała jednak niezastąpiona siostra Ines, która z Marysią znalazła wspólne fale i praktycznie przez całą zabawę świetnie czuły się w swoim towarzystwie. Na mnie spadło tylko zaspokojenie głodu naszej małej królewny oraz potrzeby snu, gdy była już znużona hałasem i długim okresem bez spania. Gdy stało się jasne, że Marysia idzie spać zacząłem nerwowo rozglądać się za miejscem do przewinięcia jej oraz całym ekwipunkiem potrzebnym do wykonania tego zadania. Z odpowiedzią na me troski przyszła jednak znów siostra, która z radością oznajmiła, że nasza dzielna, mała imprezowiczka jest już także przewinięta 🙂 Sami byśmy tego lepiej nie zaplanowali.

20151031_096471

Kiedy bal dobiegał końca, sala pustoszała, a podłoga zaczęła odkrywać swoje ponure zaśmiecone oblicze, znów zacząłem wątpić czy to ogarniemy. Nie przewidzieliśmy ani stosownego osprzętu, ani wsparcia osobowego. Także tutaj moje troski okazały się zbędne – rąk do pracy nie zabrakło, bowiem oprócz sióstr dołączyła do nas także jedna z mam uczestniczących w zabawie. No to już mnie przerosło i wlało otuchę. Dzięki temu bez spięcia uprzątnęliśmy salę i przygotowaliśmy na wieczorny seans filmowy. Byliśmy wyczerpani energetycznie, ale szczęśliwi – wiedzieliśmy, że to radosne przeżywanie wigilii Wszystkich Świętych jest potrzebne i nam i dzieciom z parafii. Było po prostu ekstra 🙂

Wieczorny seans nie zgromadził ogromnej publiczności, bo dołączyło do nas tylko sześć osób, ale też mam nadzieję, że tych potrzebujących i przekaz płynący z “Niebo istnieje… naprawdę” znalazł podatny grunt dla wzrostu wiary.

Podziękowaniom ze strony księży, ale i rodziców przybyłych z dziećmi na popołudniowy bal, nie było końca. Trochę nas to krępowało, ale było potwierdzeniem tego, że Pan, Bóg nasz, czyni rzeczy wielkie. A wielkimi czyni nawet te niedoskonałe. Ja dzięki temu zyskałem przekonanie, że warto szukać sposoby na wykonanie tego, co wydaje się trudne i niekiedy straszne – na pewno warto, bardzo warto 🙂 Zyskałem też potwierdzenie, że cel został osiągnięty – te święta powinny nieść w serca radość i tak się stało. Nie polegają na pełnym przygnębienia przyglądaniu się śmierci, ale na patrzeniu na Niebo i tych, którzy w drodze do niego nas wyprzedzili i z góry orędują za nami u Boga 🙂

Na zakończenie zapraszam do ostatniej aktualizacji naszej październikowej galerii, w której znalazło się kilka zdjęć z balu oraz fotografie co ciekawszych prac plastycznych ze świętymi.

Dodaj komentarz