Sezon rowerowy – rozpoczęty

Pora późna, a i słów niewiele trzeba, więc będzie krótko.

JARAM SIĘ! Tak, właśnie. Jaram się, że udało mi się znaleźć chwilę, by wyczyścić i zakonserwować rowery dzieci i mój i zabrać ich dziś na wycieczkę po okolicy. Mimo zapowiadanej chlapy, dziś było słonecznie i dobrze się złożyło. Z Otwocka objechaliśmy kawał Karczewa i wróciliśmy do domu. Na największą uwagę zasługuje wyczyn Szymona, który nadawał tempo całej wycieczce, prowadząc nas niejednokrotnie z prędkością 16km/h (nadmienię, że jechał na 16-calowcu). Podejrzewam, że mocno był podkręcony pierwszą od dawna wycieczką rowerową, samodzielną jazdą na takim dystansie, no i oczywiście nowym nabytkiem w drodze spadku po Dawidzie, czyli rowerem 16″.

W tak zwanym międzyczasie hartowaliśmy ducha i charakter przez krótkie odcinki leśne (Sara jest ich stanowczym wrogiem), a także ciało na ścieżce zdrowia w karczewskim lesie. Tam to dziś zahartowaliśmy wszystko, bo nie obyło się bez bliskich spotkań z ziemią, a konkretnie miękkim, piaszczystym podłożem. Rozwijać wątku nie będę, ale było stanowczo dużo i atrakcji i emocji.

Dzień zakończyłem samotną przejażdżką do Miedzeszyna, co było jedyną szansą na obronę przed sennością, a na tym mi zależało ze względu na Nowennę Pompejańską – się powiedziało A, to teraz jedziemy z całym alfabetem.

Dobranoc Państwu 🙂

Dodaj komentarz