Może być bez grosika?

Hm.. znacie to? Ja też i przyzwyczaiłem się do tego, a nawet przyzwyczaiłem się to olewać.

Muszę się jednak podzielić dwoma przypadkami takiego zachowania ekspedientki.

Pierwsze, to parę tygodni temu w moim nowym sklepiku osiedlowym. Rano, gdy poszedłem po jakiś drobiazg, przy okazji wycieczki po świeże pieczywo do piekarni, sprzedawczyni sklepiku zabrakło paru grosików. Utkwiło mi w pamięci, że zaproponowała nie wydanie mi 3gr, podczas gdy sensowniej byłoby dać mi 2gr rabatu 🙂 No dobra, wiem – biznes się kręci, ale nie o to. Kilka godzin później miałem kolejną sprawę do sklepiku i wziąłem z domu całe złoto, jakie dzień wcześniej z portfela wysypałem, by tego nie nosić. Uzbierało się bowiem kilkadziesiąt monet 1, 2, 5gr. Mina ekspedientki, gdy poszedłem to wymienić na “grube” uzasadniając to porannym przypadkiem, gdy nie mieli drobniaków – bezcenna.

Drugi przypadek. Ten sam sklepik. Kupowałem dziś artykuły tzw. spożywcze plus piwo. Jakoś tak ten sklep ma, że ma jedną kasę TYLKO dla alkoholi, a drugą TYLKO dla nie-alkoholi. I nawet jeśli jest jedna kasjerka, to zakupy musi podzielić na te alco i bez-alco i przepuścić przez dwie kasy. I dziś zapłaciłem z część zakupów z końcówką 21gr, skrupulatnie wydając drobniaki, a za piwko przyszło mi zapłacić 7,99. No i uwaga – już się domyślacie? Na tej drugiej kasie (alco) sprzedawczyni miała już problem z drobniakami i usłyszałem sakramentalne “może być bez grosika?”.

Buchnąłem śmiechem, ale uznałem, że widocznie transfer grosików pomiędzy kasami to wyczyn porównywalny z uruchomieniem wspólnego kasowania na jednej kasie i przystałem na propozycję “bez grosika”.

Dobranoc Państwu.

Dodaj komentarz