Dziewięcioletnia Córka zaprosiła mnie dziś do kina. Wybór padł na “Wakacje Mikołajka”. Nie czytałam wcześniej tej książki, więc nie nastawiałam się zbytnio na jakieś wrażenia. Miałam nadzieję, że będzie śmiesznie. I tyle.
Śmiesznie było, owszem, nawet dość często. Naturalnym jednak było to, że przepuściłam fabułę przez filtr matczynego spojrzenia. I tu wypadł marnie. Z pozoru wszystko OK: rodzinka jedzie na wakacje, mają sporo przygód, ale wszystko kończy się dobrze – wszyscy wracają zadowoleni. Jednak nie sposób nie zauważyć kilku faktów: Początek filmu to kłótnia rodziców o to, gdzie pojadą na wakacje, potem negocjacje przy wielkim niezadowoleniu tatusia, żeby jechała z nimi teściowa – “no bo kto się dzieckiem zajmie na wakacjach? Albo mamuś, albo opiekunka!”. No czad – myślałam, że na wakacje się jeździ po to, żeby nawiązywać relacje rodzinne, a nie po to, żeby odpoczywać od dzieci, z którymi się jedzie 🙂 Niedługo po tym jest kilka scenek, jak to tatuś szybko zaadoptował się w nowym miejscu, ponieważ wokół było mnóstwo pań w bikini. Z jedną nawet wybrał się na plażę (rozglądając się przy okazji, czy na pewno żony nie ma w pobliżu), gdzie ta namówiła go na kąpiel nago. FILM BEZ OGRANICZEŃ WIEKOWYCH. Pani pokazana od tyłu w całości, pan już nie, ale widać rozterki na twarzy, czy powinien się rozebrać… Oczywiście po chwili to robi, zamierzając dołączyć do pięknej towarzyszki. W międzyczasie mama Mikołajka zostaje zauważona przez reżysera filmowego, który chce zrobić z niej gwiazdę kina. Ta, w obecności męża daje się porwać przystojnemu amantowi i troszkę woda sodowa uderza jej do głowy.
Jedynym pocieszeniem jest to, że po tych wszystkich akcjach mama przypomina sobie, że kocha tatę, daje kosza kochasiowi i wspólnie w radości wracają do domu. Trzeba też zauważyć pozytywnie pokazaną przyjaźń miedzy dziećmi (mimo wszystkich bzdur, które robiły), fakt, że nie należy przekreślać ludzi po pierwszym wrażeniu (wątek Izabelli) i spryt małych chłopców. Jednak bujne życie emocjonalne Mikołajka – posiadanie jednej dziewczyny w miejscu zamieszkania, potem drugiej na wakacjach i powrót do tej pierwszej po powrocie – było nawet dla mnie hardcorem.
I o! Fabuła lekka, przyjemnie się ogląda, ale aż strach wyciągać wnioski. Drugi raz bym na ten film dziecka nie wzięła.