I po bólu :-)

Pierwszy tydzień nowego roku szkolnego uważam za zakończony. Czy sukcesem? Połowicznym 🙂

Szymek – szybko przekonał się, że przedszkole jest fajne na chwilę. Po dwóch dniach stwierdził, że jemu już wystarczy i woli siedzieć w domu z mamusią. Nie pomogła plastelinka od Pani Paulinki, kotek na smyczy (zabawkowy) będący codziennym przyjacielem w zmaganiach, wymarzona agenda w plecaczku. W piątek widok szatni wywołał regularną histerię, która zakończya się 3 minuty po zrobieniu “papa” mamusi. Oczywiście matka polka cały dzień sobie wyrzucała, że jest wyrodna, krzywdzi dziecko i zostawia je na pastwę dwudziestu innych trzylatków. Wybawienie przyszło z godziną piętnastą, kiedy Pani Marlenka powiedziała, że Szymuś był cały dzień uśmiechnięty, radosny i świetnie się bawił. I dodała, że mama ma wyluzować 🙂 W ładniejszych słowach oczywiście, bo Pani Marlenka kulturalną kobietą jest.

Dawid – człowiek zagadka. Czy ten chłopiec przestanie nas kiedyś zaskakiwać? Tak więc nasz roztrzepany, zakręcony i roztargniony Dawid, pokazał swoje drugie JA. Otóż z wielką radością wita każdy dzień, jeździ do szkoły autobusem z innymi chłopcami, dzielnie i odważnie bierze udział w lekcjach, w plecaku ma idealny porządek, prace domowe odrabia bez cienia znużenia, wręcz przeciwnie, z satysfakcją i radością… To nasz syn? 🙂 Dziwię się i modlę, żeby ta chwila trwała wiecznie 🙂

Sara – drugoklasistka, która chętnie lekcje zaczynałaby trzy godziny później, a kończyła dwie godziny wcześniej. Większość czasu mogłyby być przerwy, usunęłaby rybę z menu stołówki szkolnej i zwiększyła liczbę godzin pracy własnej 😉 Podsumowując wróciła do szkoły szczęśliwa, że spotka koleżanki, i troszkę mniej szczęśliwa, że znowu zaczyna się praca. Radzi sobie jednak świetnie i po szkole nie narzeka (no, chyba, że na obiad jest ryba). Jest więc dobrze.

W poniedziałek kolejny start. Łzy? Narzekanie? A może entuzjazm? (Dawidzie ratuuuuj!) 🙂 Odwagi! 🙂

PS: Uzupełnienie zachwytów nad Dawidem musi zostać ugruntowane oryginalnością naszego syna. Pierwszy tydzień równał się również zgubioną kurtką i kartami do gry oraz zaśnięciem w piątek na lekcji angielskiego 🙂 🙂 🙂

Dodaj komentarz