Małżonka moja Najdroższa już nieco przybliżyła wydarzenie ostatnich dni, a mianowicie spotkanie w przedszkolu Strumienie z najstarszą grupą (Koników), na którym starałem się podzielić w maluchami moją pasją do motocykli, a przy okazji uświadomić ich nieco o zagrożeniach na drodze i sposobach, na bezpieczne i satysfakcjonujące poruszanie się jednośladem. Dodatkowo chciałem pokazać, że motocykle mają różne oblicza – od codziennego użytku, przez służenie innym (policja, pogotowie) po sport wyczynowy. Myślę, że założone cele osiągnąłem 🙂 Nie byłoby to możliwe, gdyby niezastąpione rady pedagogiczne i pomoc logistyczna na miejscu Madzi – bardzo jej z tego miejsca dziękuję 🙂

2013_06_24_066637

Wpis ten jednak umieszczam nie tylko jako zapis kronikarski, ale także przestrogę dla siebie samego na przyszłość 🙂

Po pierwsze – warto prezentację przećwiczyć sobie w domu.

Niby to wszystko wiedziałem, ale “zlekceważyłem przeciwnika”, a raczej przeceniłem cierpliwość dzieci, choć przyznać muszę, że bardzo dzielnie i w skupieniu dotrwały do końca. Fakt, że pomogły im przerywniki w postaci filmu, quizy, konkursowa praca w grupach i słodkie nagrody, ale mnie samego przerósł wymiar czasowy imprezy. Na miejscu okazało się, że “zgraja” maluchów zostanie podzielona na dwie tury, a więc i mój występ musi odbyć się w dwóch kopiach. Gdy dołożymy do tego, że każda tura trwała ponad 45 minut, zamiast spodziewanych 25, to wychodzi z tego już kawał sporego wykładu.

Szczęśliwie między turami była przerwa spowodowana śniadaniem przedszkolaków, dzięki czemu mogłem wprowadzić niezbędne korekty do prezentacji, a było to:

  • zmniejszenie liczby dynamicznych animacji, co zwiększyło tempo i zdjęło ze mnie konieczność częstego klikania w spację
  • zmniejszenie liczby pytań i zagadek, co niczego nie ujęło – ich liczba pozostała nadal na sensownym poziomie
  • skrócenie zaplanowanych filmów do fragmentów z nich
  • wprowadzenie atrakcji “dotykowych” jak własnoręczne badanie kurtki motocyklowej

Cała reszta, od strony technicznej, organizacyjnej i dynamiki spotkania była OK. Nawet udawało mi się okiełznać gromadkę ponad 50 dzieci, by słuchały, nie przekrzykiwały się, odpowiadały po kolei. To chyba był cud wspierany autorytetem ciekawej postaci, bo na co dzień mam problem z osiągnięciem tego rezultatu z naszą trójką 🙂

Filmy wyglądały tak

oraz

a własnoręczne poznawanie kombinezonu (Magda porównuje widok na tym zdjęciu do emocji dotykania Papieża wizytującego rodaków :)) wygląda tak

2013_06_24_066671

 

Po drugie – na prowadzącego też czekają niespodzianki

Moją ogromną radość wzbudziło zaangażowanie dzieci oraz nauczycielek. Tym ostatnim szło słabiej, ale finalnie rozkręciły się. Natomiast dzieci zaskakiwały mnie zarówno pytaniami, jak i odpowiedziami na pytania moje, no i wiedzą fachową. Dwie dziewczynki (bliźniaczki) szczególnie błyszczały na tle grupy, gdy opowiadały o sliderach na kolanach (choć tego im nie pokazałem), które są po to, że chronić kolano przy skręcaniu z zejściem na kolanki. Słowem – grubo!

Oprócz tego toczyło się, tuż po zakończeniu prezentacji, wiele rozmów na tematy poboczne 🙂 Na przykład, próbując u dzieci zbudować świadomość czasu w kontekście historii motocykli, dopytywałem czy znają wiek rodziców, dziadków i pradziadków. Potem odniosłem do tego czas, który minął od konstrukcji pierwszego motocykla parowego, a potem w echu tych zagadnień, dowiadywałem się co nieco o dziadkach wybranych przedszkolaków. I przy tym była sposobność do zwrócenia uwagi, że o dziadków warto dbać, kochać ich i odwiedzać. Ot, Wujek Dobra Rada! 🙂

Ostatnią niespodzianką, o której bardzo chcę napisać, to wzruszający prezent, który otrzymałem od sternikowych Koników. Jest to praca zbiorcza, w skład której wchodzi przepiękna okładka (z motocyklem narysowanym przez jedną z wychowawczyń – naprawdę czad) oraz prace, czasem luźno związane z tematem, które maluchy chciały mi ofiarować. Dzieło z zewnątrz wygląda tak (przesłoniłem palcami lewej ręki pozdrowienie i ikonę “lewa w górę”, którego to pozdrowienia nauczyłem przedszkolaki i ich panie :-))

 

2013_06_24_066698

a w środku między innymi:

  • serce – ten motyw pojawił się cztery razy, z czego raz z wyznaniem “kochamcie”
  • baletnica (x2) – bardzo popularny motyw 🙂
  • czołg (x2) – chyba jako poszerzanie moich horyzontów, że można po drodze poruszać się czymś innym
  • ja na motorze (to dzieło naszego Dawida)
  • abstrakcja (to z kolei dzieło Szymona)
  • mama Dawida (w sensie moja niezastąpiona Małżonka)
  • cała nasza rodzina (x2)
  • bukiet kwiatów
  • mama i tata Dawida – czyli my 🙂
  • betoniarka ? 🙂

Na koniec zostawiłem niespodziankę w postaci przejażdżki motocyklowej po przedszkolnym parkingu. Z wyjątkiem kilkorga dzieci, które obawiały się jechać, bądź nawet wsiąść na maszynę (tym pozostało zrobienie pamiątkowych zdjęć na postoju obok motocykla) wszystkie bezpiecznie, zdrowo i ku wielkiej uciesze przemierzyły kilkadziesiąt metrów na kanapie naszego Horneta. Dla niektórych był to pierwszy kontakt z jednośladem i mam nadzieję, że pozostawił dobre wspomnienia.

2013_06_24_066848
2013_06_24_066849

Na zakończenie – warto próbować

Koncept organizacji tego spotkania narodził się jeszcze jesienią, gdy spostrzegliśmy jak wielkie emocje u przedszkolaków budzi widok motocykla, ujeżdżanego dodatkowo przez tatę jednego z ich kolegów. Wtedy rzuciliśmy luźny pomysł organizacji lekcji motocyklowej z przejażdżką, który spodobał się wychowawczyniom Koników. Nie miałem jednak wielkiego parcia ani super pewności, że to chwyci i będzie fajnym przeżyciem. Dodatkowo dochodziły wątpliwości natury osobistej – przecież tak krótko żyję z motocyklem, przecież są osoby, które pewnie mają większe doświadczenie teoretyczne lub praktyczne. Z dzisiejszej perspektywy oceniam, że było warto i jestem naprawdę zadowolony. A na swoje wątpliwości mam prostą odpowiedź – byłem jedynym, który chciał to zrobić, mógł, no i ostatecznie zrobił. Dlatego właśnie dobrze, że byłem to ja 🙂